CZY UPRZEJMOŚĆ TO ZGODA NA WSZYSTKO?
Gdy myślimy o człowieku dobrze wychowanym to zazwyczaj pojawia się w naszej głowie hasło „człowiek uprzejmy”. To dość naturalna koincydencja. Taki ktoś jest również najczęściej życzliwy, wyrozumiały i gotowy do niesienia pomocy. A skoro tak, to być może to ktoś pozbawiony skłonności do odmawiania?
No właśnie… czy dobre maniery oznaczają, że musimy zgadzać się na wszystko, o co proszą nas inni?
Chyba każdy z nas znalazł się kiedyś w sytuacji, w której znacznie łatwiej było powiedzieć „tak”, choć w rzeczywistości myśleliśmy „nie”. Nie chcieliśmy nikogo urazić, sprawić przykrości, wyjść na osobę nieżyczliwą albo mało pomocną. W konsekwencji zgodziliśmy się na coś, na co nie mieliśmy czasu, ochoty albo tak naprawdę możliwości.
A przecież uprzejmość i uległość nie są tym samym.
Dobre maniery wymagają od nas szacunku wobec innych, ale nie oznaczają konieczności rezygnowania z własnego zdania, czasu czy potrzeb. I choć czasami o tym zapominamy, kulturalna odmowa również mieści się w regułach savoir-vivre’u.
DOBRE MANIERY NIE SĄ DLA WYBRANYCH
Zacznijmy od pewnego nieporozumienia. Savoir-vivre bywa nadal kojarzony z wyszukanymi zasadami zachowania przy stole, eleganckimi przyjęciami, odpowiednim strojem czy umiejętnością poruszania się w tzw. wyższych sferach.
W jednym ze starszych wpisów na goodmanners.pl pisałam, że takie postrzeganie savoir-vivre’u wiele mu odbiera. Dobre maniery to przecież przede wszystkim umiejętność życia wśród ludzi. Zwyczajna uprzejmość, życzliwość, otwartość na otoczenie i zainteresowanie drugim człowiekiem.
Nie trzeba bywać na oficjalnych przyjęciach, znać kolejności używania sztućców ani posiadać eleganckiej garderoby, żeby być człowiekiem dobrze wychowanym. Kultura osobista nie jest przywilejem wynikającym z pochodzenia, statusu społecznego czy zasobności portfela. Jest dostępna dla każdego.
Oczywiście znajomość bardziej szczegółowych reguł etykiety może okazać się bardzo przydatna. Warto je poznawać, szczególnie gdy wymagają tego okoliczności zawodowe lub towarzyskie. Nie powinniśmy jednak mylić znajomości tych reguł z samą istotą dobrego wychowania.
Można bowiem doskonale wiedzieć, jak nakryć stół na uroczystą kolację, a jednocześnie nie potrafić uszanować zdania drugiego człowieka. Można znać zasady pierwszeństwa i tytułowania, ale zupełnie nie liczyć się z czyimś czasem czy komfortem. I odwrotnie - można nie znać wszystkich zasad klasycznej etykiety, a mimo to zachowywać się z prawdziwą klasą. Bo dobre maniery nie służą temu, żeby udowadniać innym swoją wyższość. Ich zadaniem jest ułatwianie relacji, a nie tworzenie kolejnych podziałów między ludźmi.
CZY ODMOWA MOŻE BYĆ UPRZEJMA?
Wróćmy zatem do naszego tytułowego pytania. Znajomi zapraszają nas na kolejne spotkanie, choć tym razem wolelibyśmy zostać w domu. Ktoś prosi o przysługę, której spełnienie wymagałoby od nas znaczącej zmiany planów. Współpracownik oczekuje pomocy przy zadaniu, mimo że sami mamy już nadmiar obowiązków.
Czy powinniśmy się zgodzić, ponieważ tak jest grzeczniej? Niekoniecznie.
O uprzejmości nie decyduje wyłącznie to, czy spełnimy czyjąś prośbę, ale również sposób, w jaki odpowiemy.
Możemy przecież powiedzieć: „Dziękuję za zaproszenie, ale tym razem nie będę mogła przyjść”. Możemy wyjaśnić, że nie mamy możliwości podjęcia się dodatkowego zadania. Możemy podziękować za propozycję, z której nie chcemy skorzystać.
Nie musimy natomiast konstruować skomplikowanych usprawiedliwień, wymyślać zobowiązań ani obiecywać czegoś, czego później nie zamierzamy dotrzymać. Zresztą takie postępowanie trudno uznać za przejaw dobrych manier. Znacznie bardziej elegancka będzie życzliwa, jednoznaczna i uczciwa odmowa niż pozorna zgoda, za którą kryje się niechęć, rozczarowanie czy późniejsze unikanie kontaktu.
Naturalnie odmowa również wymaga taktu. Czym innym jest spokojne „niestety, nie mogę”, a czym innym ostentacyjne „nie mam zamiaru”. Treść może być podobna. Sposób jej przekazania zmienia jednak bardzo wiele.
UPRZEJMOŚĆ NIE OZNACZA REZYGNACJI Z GRANIC
Współcześnie coraz więcej mówi się o stawianiu granic, zarówno w relacjach prywatnych, jak i zawodowych. Warto jednak zastanowić się, czy potrafimy robić to kulturalnie?
Zdarza się bowiem, że pod hasłem asertywności pojawia się zwykła szorstkość, a nawet nieuprzejmość. Ktoś uznaje, że skoro ma prawo odmówić, nie musi już zwracać uwagi na formę wypowiedzi ani reakcję rozmówcy. Tymczasem jedno nie wyklucza drugiego.
Możemy stanowczo określić swoje możliwości, nie lekceważąc przy tym potrzeb drugiej osoby. Możemy nie zgodzić się z czyjąś opinią, nie podważając jej godności. Możemy zakończyć rozmowę, która staje się niekomfortowa, bez obrażania rozmówcy.
W tekście o takcie pisałam już o znaczeniu wyczucia, delikatności i uważności. Są one równie ważne wtedy, gdy okazujemy życzliwość, jak i wtedy, gdy musimy komuś odmówić. Prawdziwa uprzejmość nie polega na bezwarunkowym przytakiwaniu. Polega na zachowaniu szacunku również wtedy, kiedy się nie zgadzamy.
A JAK TO WYGLĄDA W PRACY?
Środowisko zawodowe dostarcza chyba wyjątkowo wielu okazji do takich rozważań. Klient oczekuje wykonania dodatkowej usługi poza uzgodnionym zakresem. Współpracownik prosi o pomoc w chwili, gdy sami jesteśmy zajęci. Ktoś proponuje spotkanie w terminie, który nam nie odpowiada.
Czy profesjonalizm wymaga, żebyśmy zawsze starali się dostosować?
Naturalnie dobra współpraca zakłada elastyczność i gotowość do poszukiwania rozwiązań. Nie oznacza to jednak nieograniczonej dyspozycyjności. Czasami najbardziej profesjonalną odpowiedzią będzie uczciwe określenie możliwości: „Nie będę w stanie przygotować tego na jutro, ale mogę zaproponować piątek”. Innym razem wystarczy poinformować, że dana kwestia wykracza poza wcześniejsze ustalenia i wymaga osobnego uzgodnienia.
Takie komunikaty wcale nie muszą być niegrzeczne. Wręcz przeciwnie. Pozwalają uniknąć nieporozumień i budują przewidywalność, która jest bardzo ważna w relacjach zawodowych. Zastrzeżmy przy tym, że nie każde zobowiązanie można po prostu odrzucić. Jeśli coś zostało wcześniej uzgodnione, mamy również obowiązek uwzględnić konsekwencje naszej decyzji dla innych. Dobre maniery nie zwalniają przecież z odpowiedzialności.
NIE TYLKO ODMAWIAĆ, ALE RÓWNIEŻ PRZYJMOWAĆ ODMOWĘ
Jest jeszcze druga strona medalu, o której chyba mówi się zdecydowanie rzadziej. Jak radzimy sobie, gdy to ktoś nam odmawia? Czy przyjmujemy odpowiedź ze zrozumieniem, czy zaczynamy dopytywać, przekonywać, nalegać? Czy potrafimy uszanować czyjąś decyzję, nawet jeśli jest dla nas niewygodna?
Zdarza się, że deklarujemy szacunek dla granic innych osób, ale tylko do chwili, w której zaczynają one kolidować z naszymi oczekiwaniami. Tymczasem umiejętność przyjęcia odmowy jest równie ważną częścią dobrego wychowania jak umiejętność jej wyrażenia.
Nie każda odmowa wymaga szczegółowego uzasadnienia. Nie każda propozycja musi zostać przyjęta. Nie każde zaproszenie oznacza zobowiązanie do uczestnictwa. Czasem wystarczy powiedzieć: „Rozumiem, może innym razem”. Bez obrażania się, demonstracyjnego rozczarowania i wywoływania poczucia winy. To właśnie jest takt.
UPRZEJMOŚĆ, KTÓRA UŁATWIA ŻYCIE
Od początku istnienia goodmanners.pl staram się pokazywać, że dobre maniery nie są jedynie zbiorem zakazów i nakazów. Ich znajomość ma przede wszystkim ułatwiać nam życie i budowanie relacji.
Nie chciałabym jednocześnie, aby współczesne rozumienie uprzejmości oznaczało rezygnację z klasycznych zasad. Szacunek, takt, życzliwość i wyczucie pozostają aktualne niezależnie od tego, jak bardzo zmienia się świat. Zmieniają się natomiast sytuacje, w których musimy z nich korzystać.
Dziś jedną z takich umiejętności jest właśnie odmawianie. Bez agresji, bez niepotrzebnego tłumaczenia się, ale także bez lekceważenia drugiego człowieka. Nie musimy być zawsze dyspozycyjni, zawsze się zgadzać i zawsze spełniać cudze oczekiwania, żeby zasługiwać na miano ludzi dobrze wychowanych.
Warto natomiast pamiętać, że uprzejmość obowiązuje w obie strony. Możemy powiedzieć „nie” i nadal pozostać uprzejmi. Możemy usłyszeć „nie” i nadal zachować się z klasą.
Cóż, ostatecznie dobre maniery nie polegają na tym, żeby zawsze mówić innym to, co chcieliby usłyszeć. Chodzi o to, żeby nawet w sytuacji odmiennego zdania czy odmowy nie zapominać, że po drugiej stronie jest człowiek.
Photo courtesy of Gratisography
Ostatnio dodane komentarze