Logo

Reklamujesz i dobrych manier oczekujesz?

Reklamujesz i dobrych manier oczekujesz?

Zdarzyło się Wam kiedyś kupić coś, co po pewnym czasie uległo uszkodzeniu i wbrew zapewnieniom producenta nie było wysokiej jakości? Jakiś przedmiot, rzecz, artykuł, który nie został narażony na uszkodzenia mechaniczne, a mimo tego po prostu przestał działać i być  użyteczny? I czy w związku z tym zdecydowaliście się kiedykolwiek na reklamację? Ja naturalnie tak. Zakładam, iż Wy również. Niby nic, a jednak znowu dotyka kwestii dobrych manier.

 

Do dzisiejszego wpisu pchnęło mnie moje ostatnie reklamacyjne doświadczenie. Postanowiłam o nim napisać, gdyż to właściwie bardzo prosta sprawa, niby nic, a bardzo zmieniło moje podejście do jednej z firm, ale także pociągnęło za sobą wiele pytań i wywołało kilka refleksji na temat dobrych manier w obsłudze klienta/konsumenta.

Rozpocznę jednakże od streszczenia sytuacji, która stała się podstawą moich savoir-vivre-owych rozważań. Otóż, kilka miesięcy temu nabyłam pewną bardzo lubianą przez Panie rzecz – damską torebkę. Kupiłam ją w cenie promocyjnej za pośrednictwem sklepu internetowego pewnej znanej polskiej marki, która oferuje asortyment w obszarze dóbr luksusowych (jak możemy przeczytać na stronie internetowej firmy). Niestety po dosyć krótkim użytkowaniu okazało się, że torebka jest kiepskiej jakości, gdyż rączki zaczęły się odrywać, a przy szwach tworzyć nieestetyczne dziurki. Ot, taka prosta sytuacja, która zapewne spotkała nie tylko mnie, a także wiele innych użytkowniczek torebek. Dla zagwarantowania obiektywizmu pozwolę sobie dodać, iż nie był to mój jedyny zakup tej marki w powyższym sklepie. Mogę pokusić się nawet, o stwierdzenie, iż do pewnego momentu byłam prawdziwą jej fanką.

Znacznie istotniejsze było jednak to, co zdarzyło się później. Zdecydowałam się bowiem na złożenie reklamacji zgodnie z przysługującym mi, i każdemu konsumentowi, prawem (na podstawie ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej z dnia 27 lipca 2002 r.). Przede wszystkim dlatego, że nie doszło do mechanicznego uszkodzenia torebki, a przestała ona spełniać swoją funkcję i, co niemniej ważne, wyglądać atrakcyjnie. Reklamację złożyłam w sklepie stacjonarnym, gdyż istniała taka możliwość. Moje zgłoszenie zostało bez problemu i bez jakichkolwiek zastrzeżeń przyjęte. Co ciekawe, minęło zaledwie 5 dni (a zgodnie z w/w ustawą sprzedawca musi ustosunkować się do reklamacji w ciągu 14 dni liczonych od kolejnego dnia po jej złożeniu), a odebrałam przesyłkę z w/w firmy. Byłam absolutnie przekonana, iż otworzę pudełko i odnajdę w nim naprawioną, ewentualnie (to wywołałoby moje duże zaskoczenie) nową torebkę. A co znalazłam w środku? Dokładnie tę samą torebkę, którą reklamowałam, z tymi samymi uszkodzeniami, a wraz z nią kartkę z bardzo krótką i zdawkową informacją, iż torebka została uszkodzona mechanicznie, więc reklamacja nie zostanie uwzględniona….

Nie ukrywam, iż do tej pory nigdy nie spotkałam się z podobnym zachowaniem sprzedawcy, aby bez żadnego wyjaśnienia, uzasadnienia, szczegółowych informacji, czy też zwyczajnego kontaktu telefonicznego, zwrócił mi uszkodzony i bezużyteczny artykuł. Dlatego też postanowiłam wyrazić moje negatywne zaskoczenie oraz niezadowolenie drogą e-mailową. Wiadomość wysłałam do w/w firmy 23 kwietnia br. Niestety do tej pory nie uzyskałam żadnej odpowiedzi.  

Opisywana sytuacja skłoniła mnie do przykrego wniosku, iż nawet firma, która w swej wizji zakłada „twórcze i eleganckie budowanie marki (…)” niestety postępuję bardzo nieelegancko i niezgodnie z powszechnie obowiązującymi zasadami savoir-vivre w kontaktach z klientami. Naturalnie każdy sprzedawca, bez względu na to jakiego rodzaju produkty i za jaką cenę oferuje, niezależnie od tego, czy reklamuje jako dobra ekskluzywne i luksusowe, czy też powszechnego użytku, winien dbać o swoich odbiorców, aczkolwiek w tym wypadku wydaje się to szczególnie istotne. Czy jako konsumenci nie zasługujemy bowiem na grzeczność i kulturę od początku do końca? Czy nawet, gdy zostaje przypisany nam numer sprawy do załatwienia, nie powinniśmy być traktowani indywidualnie, a ktoś winien zabiegać o nas tak jak w momencie sprzedaży? Kulturalne relacje są przecież tworzone na zawsze, a nie wyłącznie na chwilę.

Co więcej, w moim doświadczeniu niezwykle uderzające jest także to, iż sprzedawcy wciąż nie doceniają roli kontaktów e-mailowych. Na stronie każdej firmy sprzedającej „coś” odnajdziemy kontaktowy adres e-mail, ale na ile okaże się on skuteczny? Osobiście zupełnie nie spodziewałam się, iż nie otrzymam żadnej odpowiedzi. Kłóci się to bowiem nie tylko z wizją opisywanej firmy, ale także z podstawowymi zasadami netykiety (szerzej: Netykieta czyli sztuka e-mailowania). Na e-maile zwyczajnie wypada/należy odpowiadać.

W takich sytuacjach nie docenia się jeszcze jednego - roli pierwszego wrażenia. Moje pierwsze reklamacyjne wrażenie w kontakcie z opisywaną firmą jest zdecydowanie na „nie”. Paradoksalnie wieloletniego, niemal stałego klienta  można przekształcić w zdystansowanego, negatywnie nastawionego i krytycznego konsumenta... brak dobrych manier wcale nie popłaca.

 

 

 

 

 

 

 

 

Podobne wpisy

JAK NAPISAĆ KARTKĘ ŚWIĄTECZNĄ?

JAK NAPISAĆ KARTKĘ ŚWIĄTECZNĄ?

Historia kartek świątecznych sięga XIX wieku, choć prawdopodobnie okres świetności mają już za sobą. Otóż, w 1843 roku pierwszy dyrektor Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie Sir Henry Cole, w związku z Bożym Narodzeniem i dużą ilością znajomych, postanowił zamówić u znajomego malarza specjalny rysunek z życzeniami świątecznymi. Następnie powielił go w drukarni i rozesłał do rodziny i przyjaciół.
Więcej...

Ostatnio dodane komentarze