Logo

Ciamkam… bo lubię

Zdjęcie do artykułu

Dla niewtajemniczonych znawców i piewców dobrych manier „ciamkanie” to innymi słowy mlaskanie;  głośne jedzenie; cmoktanie, cmokanie. Ciamkać to także smoktać i glamać – jakkolwiek to ostatnie określenie może również wprowadzić mało zorientowanego człowieka w zakłopotanie. Co więcej ciamkać można uzupełnić o siorbać, które prawdopodobnie znane jest szerszej „publiczności”.


 

Dziś jak widać będzie o jedzeniu. O tym jak je człowiek kulturalny i ten, który niekiedy o kulturze zapomina oraz – generalnie – jak zachowuje się przy jedzeniu ten, któremu maniery i ludzka przyzwoitość nie są obce, a także ten, który jest z nimi jakby na „bakier”.

Jakiś czas temu przeczytałam w jednym z tygodników właśnie o ciamkaniu i siorbaniu, a następnie miałam okazję odwiedzić pewną nobliwą uroczystość, pełną ludzi, atrakcji i na zakończenia jedzenia. Taka kumulacja zdarzeń i doświadczeń zmobilizowała mnie do ponownego podjęcia tematu stołu i jego otoczenia. Tak, nie po raz pierwszy, ponieważ temat ten pojawiał się już na goodmanners kilkakrotnie (m.in.: WIDELEC CZY RĄCZKA?, SŁOŃ W SKŁADZIE PORCELANY) uznałam jednak, że warto do niego powrócić .

 

Dość oczywiste jest to, że jeśli chodzi o zachowanie przy stole dobre maniery dają nam cały szereg wskazówek i porad, których zadaniem jest zapewnienie nam swobody i pewności, szczególnie w towarzystwie. Co więcej, wydaje mi się, że savoir-vivre bardzo często utożsamiamy jest właśnie z regułami dotyczącymi kultury jedzenia. Dlaczego zatem coraz częściej obserwując otoczenie ich nie dostrzegamy, widząc raczej swego rodzaju antytezę kulturalnych zachowań? Czy nie miewamy wrażenia, że część ludzi przebywając wśród innych, zwyczajnie nie liczy się z otoczeniem? A przecież współcześnie spożywanie posiłków odbywa się coraz częściej w przestrzeni publicznej. Już nie tylko wyjątkowe okazje wiodą nas do restauracji. Również na co dzień – nie tylko od  święta – decydujemy się na korzystanie z oferty rożnych lokali. Robimy to dla wygody, oszczędności czasu, a także dlatego, że lubimy, czy po prostu gotowanie nie do końca nam wychodzi.

 

„Publiczne” jedzenie nie powinno nas stresować, choć trudno nie dostrzec, że niektórzy właśnie ze stresem wiążą znajomość reguł etykiety stołowej. Według mnie trudno się z tym zgodzić. Podstawą jest bowiem to, iż elementarna wiedza o zachowaniu przy stole jest gwarancją komfortu wewnętrznego (wiem jak się zachować i nie obawiam się posądzenia o niewiedzę) oraz umiejętności okazania szacunku „publiczności” – czyli otoczeniu, w którym się znajdujemy. To ostatnie jest bardzo ważne, gdyż niestosowne postępowanie z posiłkami (to bardzo delikatna charakterystyka) połączone z innymi zbędnymi, nie na miejscu, czynnościami może zwyczajnie zniechęcić, a dosadniej obrzydzić innym jedzenie. Czy ciamkający i siorbiący sąsiad z sosem ociekającym z brody (z serwetą wetkniętą za kołnierz!) przy stoliku obok w restauracji nie jest wspomnianym czynnikiem demotywującym do dalszej degustacji?

 

Prawdopodobnie każdy z nas ma inny poziom wrażliwości i różne „widoki” może znosić z większym lub mniejszym spokojem, ale z pewnością jedząc pragniemy czerpać przyjemność z posiłku, szczególnie gdy robimy to w gronie znajomych, rodziny, przyjaciół. Sądzę, że zwłaszcza w takich sytuacjach pośpiech, nieczekanie na innych, łapczywość, mówienie z pełnymi ustami, czy mlaskanie objawiają się ze zdwojoną siłą i jeszcze bardziej nam przeszkadzają. Dostrzegamy je mocniej, w konsekwencji stają się jeszcze bardziej dokuczliwe, wręcz uporczywe i trudno się od nich uwolnić. Jedzenie traci swój urokliwy walor.

 

Moim zdaniem taka „bylejakość” w jedzeniu nie powinna być usprawiedliwiana w żadnym miejscu publicznym, niezależnie od tego czy mamy do czynienia z elegancką restauracją, czy miejscem, gdzie serwuje się fast food. Pewne podstawowe reguły winny być uniwersalne. Nie wszystkie naturalnie uda się zrealizować w miejscach z „szybkim jedzeniem”, ale warto potraktować je tak czy owak serio.

 

Siedzimy zatem „za stołem” możliwie wyprostowani, nie opieramy na nim łakoci. Na talerz nakładamy porcje w ilości, którą będziemy w stanie spożyć. Zdecydowanie lepiej jest skorzystać z dokładki, niż nieelegancko wyróżniać się „stertą jedzenia”. Jemy wyłącznie z własnego talerza, nigdy bezpośrednio z półmiska, a także talerzy innych osób. Jak miło by nie było i jak towarzyskie osoby z nami nie biesiadowały nie mówimy z pełnymi ustami. Savoir-vivre podpowiada również, iż jeśli jemy to nie pijemy, a jeśli pijemy to nie jemy m.in. po to by nie ciamkać i siorbać, nawet jeżeli podawane dania są wybitnie smaczne. Używamy naturalnie sztućców (z wyjątkiem tego co serwowane jest w fast foodzie w wersji „do rąk”). Przy okazji pamiętamy, iż raz używane sztućce nie mogą powtórnie dotknąć stołu/obrusa, a podczas przerwy w posiłku nie odkładamy sztućców na stół, lecz na talerz. Układ skrzyżowany oznacza przerwę w posiłku, a ułożenie sztućców na godz. 17.00 całkowite zakończenie jego spożywania. Proste prawda?!

 

Proste – owszem, choć nieco trudniejsze może wydawać się w wydaniu „na stojąco”. Wydarzenia organizowane z powodu różnorodnych okazji, dość często połączone są z jedzeniem będącym ich podsumowaniem i zwieńczeniem.  Zazwyczaj zapraszani są na nie goście w dosyć pokaźniej ilości, co może generować różne trudności. Takie też dostrzegłam w opisywanej na początku nobliwej uroczystości. Już na ten temat pisałam, ale czuję się zobowiązana do problemu powrócić. Otóż, nieprzemyślane przygotowanie przyjęcia przez organizatora powoduje, że mierzą się z nim głównie goście. Jak?

 

Niestety dość powszechny staje się obrazek, na którym goście, dostrzegając bufet, zamiast spokojnie podążać w jego kierunku, biegną czym prędzej, szarpiąc się z innymi. Przepychanki i wyprzedzanie występują coraz częściej. Nie działa instytucja „kolejki” i spokojnego oczekiwania, jak gdyby wszyscy obawiali się, że jedzenia zabraknie.

 

Gdy już gość szczęśliwie dotrze do szwedzkiego stołu, często niejako okupuje go. Co więcej, nakłada na talerz olbrzymie porcje i ilości serwowanego jedzenia, często zapominając, iż do nakładania potraw służą sztućce serwingowe, a nie własne. Prawdę powiedziawszy nie zawsze niepoprawne używanie sztućców wynika z jego winy. Niekiedy to poprzedni gość w pośpiechu przejmuje je i w konsekwencji „giną w akcji”. A przecież mawia się, iż na przyjęcie powinniśmy przyjść najedzeni i zdecydowanie lepiej jest skorzystać z dokładki, niż przemieszczać się ze stertą jedzenia w obawie, że po drodze coś zgubimy. A często gubimy i to całkiem sporo.

 

Do tego wszystkiego jemy bardzo szybko, aby jeszcze prędzej dołożyć sobie kolejne przysmaki (niestety na ten sam brudny talerzyk) i konwersujemy z innymi – szkoda, że z pełnymi ustami. A gdy jest alkohol, zapominamy o umiarze. To dość powszechne zjawisko.

 

Gdy już uczestnik wydarzenia jest w pełni najedzony pragnie pozbyć się zbędnych naczyń. I tu pojawia się kluczowy dylemat. Brudne naczynia powinny bowiem znaleźć się w odpowiednim miejscu, ale niestety najczęściej, ani nie ma wystarczającej ilości kelnerów zbierających od gości niepotrzebne talerze, ani wyznaczonego oddzielnego stolika. Do tego bywa ciasno i duszno.

 

Czy jednakże wszystkie powyżej opisane przewinienia wynikają ze złej organizacji i można nimi obarczyć gospodarza? Bezwzględnie nie! Nie sposób bowiem zapominać, że to nie tylko miejsce tworzy kulturalną atmosferę, ale przede wszystkim ludzie. To od nas zależy jak będziemy obcować z innymi i czy to obcowanie, w nawet nie do końca dobrze zaaranżowanych warunkach, będzie pełnie szacunku i prawdziwej przyjemności.

 

 

A tytułowe „Ciamkam… bo lubię” winno zatem pozostać jedynie w sferze wirtualnej. Kulturalny człowiek powie przecież „ciamkam… nie lubię”, gdyż pomimo swej tolerancji (ta to klasyczna zasada dobrych manier) nie może być wyrozumiałym dla braku szacunku dla innych ludzi.

 

 

 

 

Fot. http://www.gratisography.com/

Podobne wpisy

„Manierowe” grzeszki

Dobre maniery są nie zawsze dobre, ale potocznie, gdy mówimy o manierach myślimy raczej o tych dobrych. Być może to zakrawa o myślenie życzeniowe, ale wierzę w takie podejście. Dobre maniery są dla mnie ważne, staram się dostrzegać je i doceniać na każdym kroku, ale nie ukrywam, że nie zawsze jest to możliwe….
Więcej...

Kiedy dobre maniery bywają złe?!

Jesteś właśnie w restauracji, nieszczególnie wyszukanej. W menu dominują tradycyjne polskie potrawy, w tym sporo dań mącznych: wszelakie kluski, kopytka, pierożki, itd. Goście przy stolikach wkoło takie też dania smakują. Jedni jedzą używając noża i widelca, inni tylko widelca. Więc jak to jest z tymi manierami?
Więcej...

Ostatnio dodane komentarze