Logo

KIEDYŚ TO BALOWANO…

Zdjęcie do artykułu

Ostatnio w moje ręce wpadła książki „Bale i Bankiety Drugiej Rzeczpospolitej” (M. Łozińska, J. Łoziński) – opowieść o przyjęciach i balach elit towarzyskich, artystycznych biesiadach, myśliwskich ucztach w arystokratycznych domach. Naturalnie niezwykłych i eleganckich. I dość szybko na myśl przyszedł mi także „Król” Szczepana Twardocha….

 

 

„Król“ zarówno w formie książkowej, jak i tej bardziej dosłownej wizualnie – serialu. Serialu, który jak przypuszczam, nie tylko mnie zachwycił swoją nietuzinkową scenografią i umiejscowieniem akcji. Pojawiły się w nim bowiem różnorodne miejsca – perełki – skupione m.in. wokół pięknie „nakrytego stołu”. W „Królu” dostrzec można szczególny urok ówczesnych przyjęć, spotkań i towarzyszącej im elegancji. Scenografia jest bardzo bogata i różnorodna, w niezwykły sposób oddaje klimat tamtych czasów. Nawet pozornie zwyczajna kolacja (choć nie każda) odbywa się w luksusowych i wytwornych wnętrzach, czemu towarzyszy szczegółowo i bardzo gustownie dobrany elegancki ubiór. Panie noszą piękne wieczorowe suknie, dopasowane akcesoria, w tym odpowiednią torebkę, kapelusz, rękawiczki, obuwie oraz biżuterię. Panowie eleganckie garnitury – bardzo charakterystyczne dla okresu lat 30-tych - kształtujące sylwetkę, z wcięciem w talii i szerokimi ramionami. A szyk towarzyszy także postaciom w tle, choćby kelnerom, czy muzykom. 

 

Naturalnie trudno pominąć, że serial ukazuje również drugie – mniej atrakcyjne oblicze Warszawy – to uliczne, nędzne i brudne, jednakże w powiązaniu z wskazaną we wstępie książką chciałabym skupić się na tym bardziej przyjemnym obrazie. W serialu zaistniały bowiem różne urokliwe miejsca, choćby kawiarnia Sztuka i Moda – legendarny i elitarny salon literacko-muzyczny, miejsce spotkań artystów i pisarzy, w którym odbywały się wydarzenia takiej jak pokazy mody, czy wystawy malarskie (tutaj Jakub Szapiro spotkał się z redaktorem Bobińskim). Ponadto Restauracja Simon i Stecki, miejsce spotkań elity towarzyskiej ówczesnej Warszawy, bardzo szykowne, a także niezwykle drogie (w tych wnętrzach jako kierownik sali wystąpił sam Szczepan Twardoch).

 

Czytając lub oglądając „Króla” można zatem zbudować sobie pewne wyobrażenie wytwornego życia towarzyskiego lat 30-tych XX wieku, które opisuje również wspomniana przeze mnie pozycja  „Bale i Bankiety Drugiej Rzeczpospolitej”. Być może niewielu zdaje sobie sprawę, ale już w 1920 roku powstały w Warszawie pierwsze ekskluzywne i bardzo eleganckie restauracje. Była to na przykład Stępek Grande Taverne przy Placu Zbawiciela z Salą Malinową (na zebrania towarzyskie, rauty, podwieczorki, bale, zabawy), licznymi salami jadalnymi, częścią podziemną (gdzie serwowano American drinks) oraz naturalnie muzyką na żywo – kwartetem de Castello. Ponadto – miejsce znane również dzisiaj – restauracja hotelu Bristol – wówczas najbardziej elegancki lokal w Warszawie, w którym szczególnym uznaniem cieszyły się bankiety, rauty i wystawne obiady, a z którym konkurowała restauracja Hotel Europejskiego. Sam Europejski słynął wtedy przede wszystkim z Balu Mody odbywającego się w karnawale aż do 1939 roku. Jak się okazuje nie tylko dziś, ale także w tamtym okresie pieczołowicie komentowano i opisywano garderobę gości – zwłaszcza dam, choćby  w kronice karnawałowej magazynu „Teatr i życie”.

 

Wytworne bale w pierwszym dziesięcioleciu II RP funkcjonowały wedle scenariusza jeszcze XIX-wiecznego. Rozpoczynał je polonez, a w pierwszych parach ustawieni byli najważniejsi goście. Panie występowały w wieczorowych sukniach i były wyposażone w karnety niezbędne w trakcie ustalania kolejności partnerów do tańca. Panowie nie ustępowali im elegancji, nosili fraki i lakierki. Autorzy „Bali i Bankietów Drugiej Rzeczpospolitej” przytaczają anegdotę związaną z takim nienagannym wieczorowym ubiorem zwracającą uwagę na to, że wyróżniał się on na warszawskiej ulicy. Ponoć kiedy sam Jan Lechoń ubrany we frak i cylinder szedł piechotą przez staromiejski rynek na raut na Zamku, jedna z „paniuś”, jak napisał w „Dziennikach”, pokazała nań ręką swojej sąsiadce i powiedziała: „Moja pani! Jakie to ludzie na są na świecie!”.

 

Co więcej, było nie tylko wytwornie, ale i drogo. Wspomniana przy okazji „Króla” restauracja Simon i Stecki przy Krakowskim Przedmieściu posiadała w swoim menu świeże ostrygi – specjał dostępny jedynie w kilku lokalach stolicy, a można też było tam skosztować wybitnych trunków w cenie trzystu złotych, tj. miesięcznej pensji ministerialnego urzędnika średniego szczebla!

 

W latach trzydziestych elegancki i niekiedy ekstrawagancki styl życia i ucztowania elit rządowych i artystycznych zaczęto naśladować także poza największymi miastami. Pojawiły się restauracje takiej jak: Wierzbicki w Radomiu, Rzadzymiński w Lublinie, czy Berens w Kazimierzu nad Wisłą. Wiele lokali modernizowano i powiększano, gdyż rosła liczba zamożnych i pożądających luksusu klientów. Byli to już nie tylko dyplomacji, politycy, artyści, ale także sportowcy, dziennikarze, zasobni kupcy, czy przemysłowcy. Dziś mamy celebrytów…

 

Życie towarzyskie międzywojennej Polski było bardzo intensywne, a dodatkowo uzupełniały je tzw. fajfy, czyli popołudniowe herbatki five o’clock. Odbywały się pomiędzy kolejnymi balami, rautami i bankietami. Żona ówczesnego ministra spraw zagranicznych Jadwiga Beck relacjonowała je tak: „Wita się ciągle uściskami dłoni zaczynając żonglerkę: filiżanka z wrzątkiem, spodeczek, łyżeczka, talerzyk z czymś, widelczyk, często i kieliszek. Tłok, gorąco i gadanina, a raczej rzucanie zdań w przestrzeń. Był (…) wykwintny zwyczaj wchodzenia w futrze czy palcie do salonu. Może zostało to wymyślone, aby uprościć szybkie wyjście?”.

 

 

Opowieść o życiu wokół stołu w dwudziestoleciu międzywojennym można by zapewne jeszcze długo toczyć, tym bardziej, że towarzyszyły mu nie tylko wytworne wnętrza i stroje, ale również wykwintne menu. Tych dociekliwych odsyłam do książki „Bale i Bankiety Drugiej Rzeczpospolitej”, gdzie  zamieszczono przepisy na przykład na: jarzynki w muszelkach podane wykwintnie, zimną zupę z poziomek z winem, zupę żółwiową, sandacza „a la Radziwiłł”, homara po szatańsku, czy indyka garnirowanego kasztanami*.

 

 

Elegancja i blichtr tamtego okresu były naprawdę wyjątkowe, dbałość o etykietę stołową niemniej szczególna. Kiedyś to balowano…!

 

* Zainteresowanym chętnie udostępnię oryginalne przepisy z tamtego okresu :-)

 

 

Fot. Pochodzi z książki „Bale i Bankiety Drugiej Rzeczpospolitej”.

 

 

 

Podobne wpisy

Odkrycie Ameryki?

Crama Girboiu Muscat Ottonel&Aligote, Corcova Jirov Chardonnay, Tuske Prince Cabernet Franc, Bolyki Egri Bikavér, Vinařství Židek Palava… Jeśli ktoś z Was zna którąkolwiek z wymienionych nazw jest w znacznie korzystniejszym położeniu ode mnie. Oznacza to, że zaznał, wcześniej niż ja, pewnej niezwykłej przyjemności…
Więcej...

„Manierowe” grzeszki

Dobre maniery są nie zawsze dobre, ale potocznie, gdy mówimy o manierach myślimy raczej o tych dobrych. Być może to zakrawa o myślenie życzeniowe, ale wierzę w takie podejście. Dobre maniery są dla mnie ważne, staram się dostrzegać je i doceniać na każdym kroku, ale nie ukrywam, że nie zawsze jest to możliwe….
Więcej...

Ostatnio dodane komentarze