Logo

Czy można wysłać MANIERY na WAKACJE?

Zdjęcie do artykułu

Prawdopodobnie większość z nas odlicza już czas do… urlopu. Z jeszcze większym prawdopodobieństwem robi to z niecierpliwością, prawdziwym utęsknieniem i entuzjazmem. Po długim okresie mniej lub bardziej wzmożonej pracy chcemy po prostu odpocząć. Ale czy nasze maniery też mają prawo na relaks? Czy można bez żadnych skrupułów wysłać ja na wczasy?

 

 

Wprawdzie temat wakacji, urlopów, plażowania i piknikowania na goodmanners.pl już gościł, ale w związku z tym, że wakacje – szczęśliwie – możemy mieć co roku, a co więcej za sprawą Radio Lublin (w ramach „Słonecznego środka tygodnia z Radiem Lublin na Wrotkowie”) hasło to ponownie pojawiło się w mojej głowie i powracam do niego na blogu. Wyszłam z założenia, że są zagadnienia uniwersalne i zawsze aktualne, warto zatem przypominać je tak na wszelki wypadek – choćby w uproszczeniu i dużym skrócie.

 

Powracając zatem do pytania z początku dzisiejszego artykułu nie mogę i nie chcę napisać nic innego niż to, że dobre maniery nie powinny mieć wakacji. Prawdopodobnie wiele możemy sobie „odpuścić”, ale kultura osobista jest bezsprzecznie nie do odpuszczania. Bardzo chcę, by dobre obyczaje były powszechne, stosowane codziennie niezależnie od miesiąca, dnia, czy pory roku. Nie mają dla nich znaczenia miejsce i okoliczności. Pewne uniwersalne zasady wspierają nas i nam towarzyszą – tak po prostu. Co zatem do nich należy?

 

Po pierwsze, pamiętajmy, że za sprawą wyborów naszych wakacyjnych destynacji najczęściej znajdujemy się miejscach pełnych ludzi – innych wczasowiczów, bądź po prostu osób zamieszkujących dane rejony. W związku z tym bezwzględnie winniśmy pamiętać o tym, by uszanować potrzeby nie tylko współtowarzyszy podróży, ale także otoczenia. To, do czego nieustająco powracam to szacunek i wzgląd na drugiego człowieka. Nasze zachowanie nie może zatem zakłócać spokoju innych, winno być opanowane, ciche i nienarażające otoczenia na niepotrzebną złość, czy nawet zakłopotanie. Warto zatem powrócić pamięcią do urlopowych wojaży i zastanowić się czy kiedykolwiek w trakcie oddawania się uciechom plażowania nie przydarzyło się nam, że ktoś obok zachowywał się nad wyraz głośno, albo pomimo zakazu rozpoczął grillowanie niekoniecznie przyjemnie pachnących przekąsek? A do tego spożywał napoje wyskokowe, choć w danym miejscu było to wprost zabronione? Taka chwila refleksji powinna ustrzec nas przed błędami w zachowaniach po naszej stronie.

 

Następnie, miejmy na uwadze, iż pomimo czasu luzu i relaks nie bez znaczenia jest „stosowny” ubiór. Bez obaw savoir-vivre  nie narzuca nam żadnego balastu w postaci sztywnych zasad w zakresie urlopowego  dress code. Strój wakacyjny winien być przecież wygodny i swobodny (tzw. casual), aczkolwiek kluczem niezmiennie pozostają jego uniwersalne cechy zgodne z wskazówkami „sztuki życia”, czyli czystość, schludność i wzgląd na innych. Wizyta w muzeum, miejscu kultu, świątyni może wymagać odpowiedniego rozeznania i przygotowania. Podobnie w kontekście plażowania pamiętajmy, że pomimo wysokich temperatur pozostajemy na plaży „ubrani”. Swego rodzaju plażowy dress code to zazwyczaj dosyć „minimalistyczny” ubiór, aczkolwiek nie oznacza to, że możemy być swobodni do szpiku kości i „paradować” niemal nago. Dosłowna nagość dopuszczalna jest jedynie w specjalnie wyznaczonych miejscach (plaże dla naturystów), gdyż winniśmy liczyć się z odczuciami i gustami innych osób (tak aby np. rodzice z małymi dziećmi nie byli niepotrzebnie zaskoczeni i prawdopodobnie zakłopotani; analogicznie dorośli z maluchami mogą świadomie zrezygnować z takich miejsc na relaks na rzecz tych bardziej „rodzinnych”). Plaża to wszak miejsce publiczne.

 

Kolejnym ważnym punktem w katalogu wakacyjnych wskazówek jest obowiązek dbania o porządek, niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy. Jest to zasada, która szczególnie dotyczy przebywania na świeżym powietrzu, np. pikniku w lesie, czy opalania na plaży. Bezwzględnie sprzątamy i zbieramy wszelkie śmieci, resztki i odpadki, których jesteśmy „twórcami”. Przebywamy w końcu na łonie natury, więc dbamy o nią i o tym nie zapominamy.

 

Nie sposób pominąć również konieczność stosowania się do odgórnie wyznaczonych zasad. Mianowicie takie mogą obowiązywać chociażby w muzeach, gdzie dość często napotkamy na zakaz fotografowania, obowiązek przywdziania specjalnego ochronnego obuwia, czy nakaz poruszania się wyłącznie wytyczonymi ścieżkami. Do tego dołożyć należy konieczność zachowanie ciszy, dbania o opisywany powyżej porządek i zakaz spożywania posiłków w niewyznaczonych miejscach. Pozornie oczywiste, ale nie pierwszy raz dość istotna różnica pozostaje pomiędzy teorią a praktyką.

 

Wreszcie, gdy wybieramy się poza granice naszego kraju musimy uwzględnić istnienie etykiety międzykulturowej. Oznacza to, że pewne znane nam reguły mają charakter powszechny i są powszechnie stosowane, ale istnieją też takie zasady, które są zróżnicowane ze względu na odmienne środowisko geograficzne, uwarunkowania historyczne, tradycję, czy też poziom rozwoju cywilizacyjnego. Kluczowe jest to, że jako goście danego miejsca dostosowujemy się do zasad przyjętych przez kraj gospodarza. W tym kontekście Judith Martin bardzo wymownie oddała istotę dobrych manier mówiąc, że: każde społeczeństwo ma dwa rodzaje zasad: prawa i obyczaje. Prawa służą temu, żebyśmy siebie wzajemnie nie krzywdzili,  obyczaje – żebyśmy nie doprowadzili siebie do obłędu. Baczmy zatem, że pomimo tego, że coraz więcej podróżujemy, a świat staje się coraz bardziej multikulturowy wciąż napotykamy na pewne zwyczaje i tradycje charakterystyczne dla danego państwa, czy regionu. Niekiedy są to stereotypy mające niewiele wspólnego z rzeczywistymi zachowaniami mieszkańców danego kraju, ale istnieje też użyteczna wiedza ułatwiająca funkcjonowanie na urlopie zagranicą bez obaw i zbędnych wątpliwości (szerzej: JAK ŻYĆ KULTURALNIE NA URLOPIE?).

 

 

Podsumowując, w moim odczuciu okres urlopu, odpoczynku i relaksu nie stanowi żadnego wyjątku uzasadniającego rezygnację z dobrych obyczajów choćby na krótką przerwę. Nie zgadzam się na jakiekolwiek zwolnienia i odpuszczanie sobie w imię wygody (może bardziej lenistwa?).

 

W końcu: jeśli nie wiesz, jak należy się w jakiejś sytuacji zachować, na wszelki wypadek zachowuj się przyzwoicie (Antoni Słonimski).

 

 

PS. Za jakiś czas niniejszy wpis uzupełnię odrębnym poświęconym hotelowym manierom.

 

 

Fot.: http://www.gratisography.com/

 

 

Podobne wpisy

Dobre maniery, czyli o GOODMANNERS

Wyobraź sobie, że nie musisz mówić nikomu na powitanie „dzień dobry”, a na pożegnanie „do widzenia. Wyobraź sobie, że nikt nie oczekuje od Ciebie uprzejmego „proszę”, „dziękuję”, ani „przepraszam”. Wyobraź sobie, że w żadnym miejscu nie musisz zwracać uwagi na innych ludzi, ani w pracy, ani na ulicy, ani w jakimkolwiek innym miejscu. Ale czy o to chodzi?
Więcej...

Etykieta człowieka pracującego

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, że ogólnie rzecz biorąc spędzamy w pracy średnio 1/3 doby, a uwzględniając czas potrzebny na sen właściwie jej połowę? Czasem lubimy naszą pracę, czasem nie; czasem sprawia nam większą, czasem mniejszą przyjemnośc, ale z pewnością jest istotną częścią naszego życia.
Więcej...

Ostatnio dodane komentarze